Wśród najważniejszych zapowiadanych zmian znalazły się: utrzymanie opłaty za recepty poniżej 10 funtów, wzrost National Living Wage dla osób od 21. roku życia do 12,71 funta za godzinę, podwyżki innych stawek minimalnych, wsparcie dla rachunków za energię, wzrost większości świadczeń powiązanych z inflacją, wyższy child benefit oraz uruchomienie nowego Crisis and Resilience Fund. Kilka dni później, od 6 kwietnia, mają wejść też kolejne rozwiązania, w tym podwyżka emerytury państwowej, zwiększenie Universal Credit, prawa do Statutory Sick Pay od pierwszego dnia oraz zmiany dotyczące urlopów rodzicielskich.
To właśnie koszty życia mają być główną osią kampanii Labour. Starmer przekonuje, że wyborcy oczekują dziś nie wielkich politycznych haseł, lecz poprawy sytuacji finansowej. Według relacji Guardiana premier podkreślał także, że rachunki za energię mają zacząć spadać już w tym miesiącu w wyniku decyzji rządu.
Problem w tym, że kampania startuje dla premiera w trudnym momencie. Labour samo przygotowuje się na słabszy wynik w wyborach lokalnych, a komentatorzy i eksperci wyborczy ostrzegają przed możliwymi stratami. Równocześnie badania opinii pokazują wyraźne osłabienie pozycji Keir Starmer. Według najnowszych zestawień tylko 39 proc. wyborców Labour z wyborów 2024 nadal patrzy na niego przychylnie, a 55 proc. jest niezadowolonych. YouGov również pokazuje, że bilans ocen premiera pozostaje mocno ujemny.
Dla rządu to poważny problem polityczny. Nawet jeśli część zapowiadanych zmian rzeczywiście przyniesie ulgę, wielu wyborców może uznać, że poprawa przyszła za późno albo jest zbyt mała wobec realnych kosztów życia w Wielkiej Brytanii. Właśnie dlatego wybory lokalne będą nie tylko głosowaniem nad samorządami, ale też testem zaufania do samego premiera i jego gospodarczego przekazu.
Wątek międzynarodowy pojawił się również w wystąpieniu premiera. Starmer odniósł się do sytuacji związanej z konfliktem z Iranem, podkreślając, że Wielka Brytania nie zostanie „wciągnięta” w wojnę. Jak zaznaczył, „to nie jest nasza wojna” i rząd nie podejmie działań militarnych niezależnie od presji z zewnątrz, w tym ze strony Donald Trump. Skrytykował przy tym część brytyjskich polityków, w tym Nigel Farage oraz Kemi Badenoch, zarzucając im gotowość do szybkiego wejścia w konflikt bez analizy konsekwencji, a także odniósł się do postulatów wyjścia z NATO.
Warto dodać, że w wyborach lokalnych mogą głosować również obywatele UE mieszkający w Wielkiej Brytanii, w tym Polacy. Wiele osób otrzymało już pocztą karty do głosowania lub oficjalne listy z informacją, gdzie znajduje się ich punkt wyborczy. Jeśli ktoś jeszcze nie sprawdził - można to zrobić na stronie swojego councilu. To oznacza, że nasze głosy realnie się liczą.



