Nagły wzrost cen energii wywołał silne spadki na giełdach oraz niepokój wśród inwestorów. Analitycy ostrzegają, że konsekwencje gospodarcze konfliktu mogą być odczuwalne przez wiele miesięcy, szczególnie jeśli zakłócenia w dostawach ropy z Bliskiego Wschodu będą się utrzymywać.
Jednym z głównych powodów wzrostu cen jest sytuacja w Cieśninie Ormuz, przez którą przepływa około 20% światowych dostaw ropy i gazu. W ostatnim tygodniu ruch tankowców w tym strategicznym szlaku gwałtownie spadł – z typowych 50–60 statków dziennie do zaledwie 14. Dodatkowo część krajów regionu, w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Katar, ograniczyła produkcję.
Na sytuację natychmiast zareagowały giełdy. W Londynie indeks FTSE 100 zakończył poniedziałkową sesję spadkiem o 0,34%, choć rano tracił nawet 1,7%. Wśród największych przegranych znalazły się m.in. firmy konsumenckie i deweloperzy, takie jak JD Sports, Burberry, Persimmon oraz Barratt Redrow.
Silne spadki odnotowano również w Stanach Zjednoczonych. Po otwarciu sesji indeks Dow Jones spadł o 1,3%, S&P 500 o 1,14%, a technologiczny NASDAQ o ponad 1%.
Konflikt odbija się także na kosztach podróży. Według danych Google Flights ceny niektórych połączeń lotniczych gwałtownie wzrosły. Przykładowo bilet z Seulu do Londynu na 11 marca zdrożał w ciągu tygodnia z 422 funtów do 3259 funtów. Od początku konfliktu, który rozpoczął się 28 lutego, odwołano już ponad 37 tysięcy lotów do i z Bliskiego Wschodu.
Rosnące ceny ropy zaczynają być odczuwalne także przez kierowców w Wielkiej Brytanii. Według organizacji RAC średnia cena benzyny wzrosła o 5 pensów do 137,5p za litr, a diesla o 9 pensów do 151p. Eksperci ostrzegają, że w najbliższych dniach benzyna może osiągnąć średnio 140p za litr, a diesel nawet 160p. Jeśli ceny ropy utrzymają się w okolicach 100 dolarów za baryłkę, diesel może w przyszłości zbliżyć się nawet do 180p za litr.
Sytuacja budzi obawy o inflację i koszty życia. Kanclerz skarbu Rachel Reeves poinformowała w Izbie Gmin, że konflikt na Bliskim Wschodzie może wywołać „presję wzrostową na inflację” w Wielkiej Brytanii. Rząd rozważa również możliwość uwolnienia rezerw ropy poprzez Międzynarodową Agencję Energetyczną, jeśli problemy z dostawami z regionu Zatoki Perskiej będą się pogłębiać.
Jednocześnie ministrowie finansów państw G7 na razie zdecydowali, że nie uruchomią jeszcze strategicznych rezerw ropy, choć pozostawili taką możliwość w razie dalszej destabilizacji rynku.
Ekonomiści ostrzegają, że konflikt w regionie Zatoki Perskiej może mieć poważne konsekwencje dla globalnej gospodarki. Wzrost cen energii zazwyczaj prowadzi do wyższej inflacji, a to z kolei może zmusić banki centralne do utrzymywania wysokich stóp procentowych przez dłuższy czas. W efekcie rosną koszty kredytów i hipotek.
Analitycy podkreślają jednak, że rynki finansowe często reagują bardzo gwałtownie na wydarzenia geopolityczne, a po początkowych szokach zmienność może stopniowo się stabilizować. Wszystko będzie zależeć od tego, jak długo potrwa konflikt i czy dostawy ropy z Bliskiego Wschodu zostaną przywrócone do normalnego poziomu.



