Napięcia handlowe między USA a Chinami znów rosną. Prezydent USA Donald Trump zagroził niedawno 100-procentowymi cłami wobec Kanady, jeśli ta będzie zacieśniać współpracę handlową z Chinami. Stało się to krótko po wizycie kanadyjskiego premiera Marka Carneya w Pekinie i ogłoszeniu „strategicznego partnerstwa”. W tym kontekście brytyjska delegacja musi bardzo uważać na sygnały wysyłane do Waszyngtonu.
Starmer podkreśla, że Wielka Brytania nie zamierza „wybierać” między Chinami a USA. Zapewnia, że relacje ze Stanami Zjednoczonymi w obszarze bezpieczeństwa, obrony i biznesu pozostaną bliskie, ale jednocześnie ignorowanie Chin – drugiej największej gospodarki świata – byłoby nierozsądne. Były szef dyplomacji Jeremy Hunt ocenia jednak, że premier idzie po „prawdziwej linie dyplomatycznej”: handel z Chinami może przynieść korzyści, ale wiąże się też z dużym ryzykiem.
W kraju krytyka jest wyraźna. Liderka Partii Konserwatywnej Kemi Badenoch otwarcie stwierdziła, że sama nie pojechałaby dziś do Pekinu. Jej zdaniem Londyn powinien raczej zacieśniać współpracę z krajami obawiającymi się rosnącej potęgi Chin, takimi jak Japonia czy Australia. Skrytykowała też zgodę rządu na budowę ogromnej nowej ambasady Chin w centrum Londynu, ostrzegając przed ryzykiem szpiegostwa.
Program wizyty Starmera obejmuje rozmowy w Pekinie z prezydentem Xi Jinping i premierem Li Qiang na temat handlu, inwestycji i bezpieczeństwa. Następnie premier uda się do Szanghaju na spotkania z przedstawicielami biznesu, a potem poleci do Japonii, by rozmawiać z nową premier Sanae Takaichi. Towarzyszy mu około 60 liderów brytyjskich firm i instytucji kulturalnych.
Z punktu widzenia Pekinu wizyta ma duże znaczenie wizerunkowe. Chiny chcą pokazać się jako stabilny i przewidywalny partner, zwłaszcza gdy polityka USA bywa postrzegana jako chaotyczna. Choć Wielka Brytania nie jest jednym z największych partnerów handlowych Chin, Londyn nadal postrzegany jest jako ważne centrum finansowe i potencjalne miejsce inwestycji.
Gospodarczo relacja jest asymetryczna. PKB Chin jest kilkukrotnie większe niż brytyjskie, a tempo wzrostu znacznie szybsze. Jednocześnie dane pokazują, że brytyjski eksport do Chin znów rośnie, szczególnie w sektorach technologii, farmacji, usług finansowych i edukacyjnych. Coraz więcej firm widzi tam realne możliwości, co tłumaczy silną reprezentację biznesu w delegacji.
Równolegle rząd brytyjski zachowuje dużą ostrożność w kwestiach bezpieczeństwa. Członkowie delegacji korzystają z tymczasowych telefonów i prostych notatników, obawiając się inwigilacji. Starmer zapowiada też, że w rozmowach z chińskimi władzami poruszy tematy praw człowieka, w tym sytuację Ujgurów oraz sprawę Jimmy Lai.
Cała wizyta pokazuje próbę nowego, bardziej pragmatycznego podejścia Wielkiej Brytanii do Chin: bez powrotu do dawnej „złotej ery” relacji, ale też bez zamykania drzwi do współpracy z krajem, którego globalnej roli nie da się dziś pominąć.



