Do tragedii doszło nad ranem 13 maja przy Madeira Drive w Brighton. Służby zostały wezwane około godziny 5:45 po zgłoszeniu dotyczącym osoby znajdującej się w wodzie. Na miejsce skierowano ratowników RNLI, śmigłowiec, policję oraz zespoły medyczne. Kilka godzin później z morza wyłowiono trzy ciała.
Co mogło się wydarzyć?
Śledczy nadal badają dokładne okoliczności tragedii, jednak brytyjskie media opisują obecnie jedną z głównych hipotez. Według ustaleń policji i lokalnych źródeł kobiety mogły wejść do morza w rejonie bardzo niebezpiecznego fragmentu plaży znajdującego się obok Brighton Marina.
To miejsce znane jest lokalnym mieszkańcom z tzw. „shingle shelf” - bardzo stromego spadku dna przy kamienistej plaży. Osoba stojąca przy brzegu może nagle stracić grunt pod nogami i zostać gwałtownie wciągnięta w głębszą wodę. Dodatkowo okolica marina wall powoduje silne prądy i niebezpieczny nurt określany przez część mieszkańców jako „washing machine”.
Według jednej z analiz jedna z sióstr mogła pierwsza znaleźć się w niebezpieczeństwie, a pozostałe próbowały jej pomóc. Policja nie potwierdziła jednak oficjalnie tego scenariusza.
Policja odcina się od spekulacji
W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiło się wiele teorii dotyczących śmierci kobiet. Sussex Police stanowczo podkreśla jednak, że obecnie nie ma żadnych dowodów wskazujących na udział osób trzecich lub charakter kryminalny zdarzenia.
Funkcjonariusze analizują monitoring z promenady i okolicznych lokali oraz próbują odtworzyć ostatnie godziny życia kobiet. Policja potwierdziła także, że wbrew części wcześniejszych doniesień kobiety prawdopodobnie nie były wcześniej w nocnym klubie Quarters.
Ojciec sióstr opublikował poruszające oświadczenie, w którym nazwał córki „światłem i siłą rodziny”. Rodzina prosi obecnie o prywatność.



