Wszystko zaczęło się 28 lutego, kiedy Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły wspólne uderzenia lotnicze na Iran. Teheran odpowiedział falą ataków na infrastrukturę energetyczną w regionie, w tym na irańskie pole gazowe South Pars oraz obiekty w Katarze, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Katar, odpowiadający za niemal jedną piątą światowych dostaw LNG, zawiesił produkcję skroplonego gazu. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowego handlu ropą i LNG, jest w praktyce zablokowana. To już nie jest lokalna wymiana ciosów, tylko kryzys uderzający w sam nerw światowej gospodarki. Cena ropy Brent przekroczyła 119 dolarów za baryłkę, eksperci nie wykluczają poziomu 200 dolarów.
Z brytyjskiej perspektywy najważniejsze jest to, że Wielka Brytania nie musi dostać rakietą, żeby odczuć skutki wojny.
Pierwszym i najbardziej odczuwalnym skutkiem jest drożejąca energia. Cena benzyny wzrosła o niemal 5 pensów za litr, tankowanie auta kosztuje już ok. 4,72 funta więcej niż przed konfliktem, a Oxford Economics ostrzega, że sierpniowy pułap Ofgem może wzrosnąć o 19%. Paliwo, ogrzewanie, transport i część cen w sklepach mogą znów rosnąć, a rozmowa o obniżkach stóp procentowych staje się dużo trudniejsza.
Drugim, jest bezpośrednie uderzenie w portfele tych, którzy spłacają kredyt hipoteczny lub dopiero planują zakup domu.
Bank Anglii utrzymał stopy na poziomie 3,75%, rezygnując z zapowiadanych obniżek. To bardzo konkretna wiadomość dla każdego, kto liczył na tańszy kredyt. Jeszcze przed wybuchem konfliktu Bank spodziewał się, że inflacja spadnie do 2% wiosną 2026 roku. Teraz ten scenariusz należy do przeszłości. Komitet prognozuje, że inflacja może wzrosnąć nawet do 3,5% w trzecim kwartale tego roku, a analitycy Deutsche Bank szacują, że może zbliżyć się do 4% pod koniec 2026 roku, jeśli konflikt nie zakończy się szybko. Średnia stawka dwuletniego kredytu wzrosła do 5,28%, co dla kredytu na 250 000 funtów oznacza nawet 788 funtów więcej rocznie.
Trzecim bardzo namacalnym skutkiem jest lotnictwo.
Konflikt wpływa na szlaki powietrzne i funkcjonowanie portów lotniczych, a dla kraju tak silnie połączonego ze światem jak Wielka Brytania jest to bardzo konkretny problem. Reuters opisywał sytuacje, w których loty z Wielkiej Brytanii musiały zmieniać trasy lub były opóźnione z powodu napięć i ograniczeń w przestrzeni powietrznej. Linie lotnicze, w tym British Airways, przedłużają ograniczenia lotów do części miast Bliskiego Wschodu. Dla pasażera oznacza to nie geopolitykę, lecz odwołany urlop, niepewność przy przesiadkach i wyższe ceny biletów w kolejnych tygodniach.
Czwarty skutek ma wymiar polityczno-wojskowy.
Londyn oficjalnie chce deeskalacji, ale jednocześnie wzmacnia gotowość wojskową i chroni swoje bazy w regionie. To pokazuje brytyjski dylemat: formalnie nie angażować się głębiej w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, a jednocześnie nie dopuścić do tego, by chaos zagroził brytyjskim bazom, żegludze, obywatelom i interesom gospodarczym. Dochodzi jeszcze wymiar bezpieczeństwa wewnętrznego: na początku marca w Wielkiej Brytanii postawiono zarzuty dwóm mężczyznom w sprawie powiązanej z Iranem.
Konflikt na Bliskim Wschodzie przestał być serią odrębnych napięć, a stał się jednym, powiązanym kryzysem obejmującym energię, transport i bezpieczeństwo. Dla Wielkiej Brytanii oznacza to droższą codzienność, większą niepewność gospodarczą, problemy w lotnictwie oraz rosnącą presję na politykę bezpieczeństwa. To już nie jest temat zagraniczny. To jest temat krajowy, tylko z dalekim adresem.



