Nowe stawki wejdą w życie 7 kwietnia 2026 roku. Największa zmiana dotyczy znaczków pierwszej klasy, których cena wzrośnie z £1,70 do £1,80. Z kolei znaczek drugiej klasy zdrożeje o 4 pensy i będzie kosztował 91 pensów.
Podwyżka oznacza kolejny wzrost kosztów wysyłania listów w Wielkiej Brytanii. W ciągu ostatnich sześciu lat cena znaczka pierwszej klasy wzrosła już o około 137%, a sama usługa była podnoszona osiem razy.
Krytyka jakości usług
Podwyżki pojawiają się w momencie, gdy Royal Mail wciąż zmaga się z krytyką dotyczącą opóźnień w doręczaniu korespondencji. Firma od kilku lat nie spełnia wymaganych standardów dotyczących terminowości dostaw.
Ostatni raz operator osiągnął wymagany poziom terminowości dla listów pierwszej klasy w roku finansowym 2019–2020. Od tego czasu pojawiają się liczne skargi klientów, którzy twierdzą, że listy docierają z kilkudniowym opóźnieniem, a czasami trafiają do skrzynek dopiero po kilku dniach.
Problemy z działaniem systemu pocztowego stały się również tematem dyskusji w brytyjskim parlamencie. Royal Mail był już wzywany przed komisję poselską, która analizowała zarzuty dotyczące chaosu w dostawach, szczególnie po okresie świątecznym.
Dlaczego Royal Mail podnosi ceny
Royal Mail tłumaczy podwyżki przede wszystkim spadkiem liczby wysyłanych listów. W ciągu ostatnich dwóch dekad ich liczba w Wielkiej Brytanii zmniejszyła się o około 70%.
Jednocześnie poczta musi utrzymywać ogromną sieć doręczeń obejmującą obecnie około 32 miliony adresów w całym kraju – o cztery miliony więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu.
Według danych firmy przeciętny dorosły mieszkaniec Wielkiej Brytanii wydaje dziś średnio około £6,50 rocznie na znaczki.
Zmiany w systemie doręczeń
Równolegle trwają rozmowy dotyczące zmian w funkcjonowaniu tzw. powszechnej usługi pocztowej. Jedna z propozycji zakłada ograniczenie liczby dni doręczania listów drugiej klasy oraz zmiany w częstotliwości dostaw.
Zdaniem władz Royal Mail reformy są konieczne, aby system pocztowy mógł funkcjonować w przyszłości.
Dla wielu klientów oznacza to jednak coraz bardziej paradoksalną sytuację – listy docierają wolniej, a wysłanie ich kosztuje coraz więcej.



